Jerzy BAUER- Music for cello
Toccata Classics 2017
TOCC 0385

Ten artykuł ukazał się oryginalnie w magazynie Fanfare, wydanie 41:3 (styczeń/luty 2018)

 Jeśli komentarz dołączony do płyty polskiego kompozytora Jerzego Bauera jest precyzyjny – a nie ma powodu by przypuszczać, że jest inaczej – to jest to zaledwie drugi album poświęcony jego muzyce. Zastanawiające zatem jest, dlaczego – biorąc pod uwagę jego jakość. Urodzony w 1935 roku w surowym, przemysłowym mieście Łodzi – miejscu urodzenia Artura Rubinsteina – i wykształcony w tutejszej Akademii Muzycznej, w której uczył potem przez wiele lat, Bauer uzupełnił swoje muzyczne wykształcenie w Paryżu, u Nadii Boulanger i Oliviera Messiaena. Z tekstu wynika, że kompozytor sam grał na instrumencie, ale jego “zainteresowanie wiolonczelą ma osobisty związek: jego syn Andrzej jest obecnie jednym z najbardziej znanych wiolonczelistów w Polsce”.

Drugi Koncert wiolonczelowy z 2013 roku jest nową wersją skomponowanego w 1985 roku Koncertu wiolonczelowego. Ten treściwy utwór trwa 24 minuty, ale ma się poczucie, że jest znacznie dłuższy – w jak najlepszym rozumieniu. Po mocnej i niepokojącej części pierwszej zwanej Emanacje, w której zgrzytliwe interwały sekundowe, pomysłowo użyte, zaniepokoją każdego – Bauer odsłania swoje francuskie doświadczenie w Interludium, które jest jasne i przejrzyste, jak wszystko u Dutileux’a. Część finałowa Analecta (“wybrane pasaże z dzieł autora lub innych autorów”) jest najbardziej różnorodna ze wszystkich 3 części, z jazzującymi pasażami rywalizującymi z marszowymi fragmentami dopóty, dopóki po dramatycznym konflikcie część ta nie zakończy się zaskakującą, lecz nie całkiem krzepiącą ciszą. Koncert z pewnością nie jest łatwy w odbiorze, ale z każdym ponownym wysłuchaniem zyskuje na głębi i znaczeniu.

Krótsze utwory, wszystkie poniżej 10 minut, są nie mniej imponujące; rozpoczynając od 3 Primitivi, o których kompozytor mówi, że “są rezultatem poszukiwań przyczyn fascynacji rytmem ludów afrykańskich, słuchania nagrań rytmów czarnego lądu i prób przeniesienia klimatu owego rytmu na fortepian i wiolonczelę, z przeznaczeniem dla mojego dorastającego i rozwijającego się muzycznie syna. Materiał dźwiękowy jest prymitywny a rytmy podstawowe, stąd tytuł” Młody Bauer porywające i nieregularne rytmy wykonuje po mistrzowsku, umiejętnie wspierany przez pianistę Jana Krzysztofa Broję, który brzmi tak, jakby partia fortepianu była również napisana dla niego. Chociaż, czy cokolwiek z tego ma wspólnego z muzyką afrykańską jest pytaniem otwartym – autor komentarza do płyty odnajduje w rytmach wpływy bałkańskie, a w ich fakturze azjatyckie – jest to niewątpliwie imponujący i wyróżniający się utwór i ogromna dawka przyjemności.

Podobnie jak w Koncercie, tak i w Sonacie w Jednej Części – napisanej “dla mojego syna na koncert dyplomowy ukończenia studiów “- udało się pomieścić ogromną ilość informacji w bardzo zwartej kompozycji, w tym parę rapsodycznych fragmentów i piękne andante, które wyraźnie zdradza zamiłowanie kompozytora do muzyki Ravela. Passacaglia prawie w dawnym stylu jest tak wymagająca w odbiorze, jak wydaje się do grania. Jej podtytuł odnosi się do “dawnego stylumuzyki z połowy XX wieku, sprzed apogeum „historycznie poinformowanego wykonania” i fali badań prowadzonych przez muzykologów. Krótko mówiąc, jest to swobodnie skonstruowany, ale niepokojąco brzmiący kawałek, który ujawnia swoje sekrety wolniej niż jakikolwiek inny utwór z tej płyty.

Najbardziej wciągającym ze wszystkich utworów jest To – i jak to się ma do tytułu? – inspirowany utworem o tym samym tytule, autorstwa laureata Nagrody Nobla Czesława Miłosza. Tytuł wyjaśnia szczególnie ten wers: “To oznacza spotkanie z kamiennym murem i zrozumienie, że ten mur nie ulegnie żadnemu z naszych błagań”. Ów kamienny mur ewidentnie symbolizuje śmierć, co wynika z głównego tematu utworu i o czym świadczy również złowieszczość pierwszych taktów z Dies irae, ze średniowiecznej mszy za zmarłych. Bauerowe Dies irae jest na szczycie, jeśli chodzi o niezapomniane analizy tej znanej muzyki, w tym przypadku to coraz bardziej szalone dance macabre, pełne dowcipu, ekscytacji i nieustającego zaskoczenia. Ze wszystkich znakomitych wykonań na płycie To wydaje się najbardziej „skończone”. Tym bardziej zastanawiające jest, że kompozytor o tak oczywistej randze jest tak zaskakująco mało znany.

autor tekstu: Jim Svejda